niedziela, 19 października 2014

Zatkane pory

Dawno nie pisałam, ale to dlatego, że zaczął się porządny zapierdziel, zarówno w szkole jak i poza nią.  Obiecałam wrócić do regularnych treningów i udało mi się to.
Zmierzyłam się także 1 października i wymiary zostały te same, nic nie schudłam przez wakacje, więc jest całkiem dobrze, ponieważ bałam się, że przytyłam. :)

Wzięłam pod lupę trening Milej Cyrus Sexy Legs, ponieważ z figurą gruszki po prostu bardzo trudno pozbyć się dużej pupy i ciężkich nóg.
Boję się zważyć, ale to nic. Kiedyś przyjdzie na to czas. Najważniejsze, że cm nie poszły w górę. No, oprócz pośladków, bo te rosną jak oszalałe i już naprawdę nie mam do tego sił...

Od jutra zaczynam tydzien z ponownym treningiem Filemon. Musiałam od niego odpocząć i miałam nieco łagodniejsze treningi. Następnie planuję tydzien z Turbo spalaniem. Wiem, że dam radę. Kto jak nie ja? :)

A w temacie napisałam "zatkane pory", gdyż... nigdy specjalnie się nimi nie martwiłam, ale ostatnio zaczęły mi porządnie dokuczać.
Szukałam wybawienia, wypalanie spirytusem nie pomogło, wyciskanie także nie, bo to tylko boli jak cholera i niszczę naskórek. :(
Wynalazłam w Internecie maseczkę z żelatyny (łyżeczka żelatyny, łyżeczka mleka, podgrzać przez 10 s w kuchence mikrofalowej). Nakładamy taką ciepłą maź na wybrany obszar na twarzy, czekamy 20 min i zrywamy, bolesne ale skuteczne. Zastosowalam dwa dni pod rząd na inne części twarzy, ale myślę, że mimo tego odrażającego zapachu żelatyny dam radę pokonać te okropne zaskórniki.

Na koniec trochę motywacji... Sama się muszę zmotywować. :D
Tak wyglądałam po nauce polskiego dzisiaj. :)
Awe.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Skomentuj, nie odgryzę Ci palca :)