poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Co ja właściwie robię jako atleta z nadwagą?

A więc... pcham kulą. Jak Tomasz Majewski ;)

Zaczęło się całkiem niewinnie! Po 2 lekcji wfu w nowej szkole, moja wfistka (zanim poszła na zwolnienie) zapytała, czy pchałam kiedyś kulą. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie, bo w moich zacofanych sportowo-lekkoatletycznie terenach nikt nie ćwiczył pchnięcia kulą. Właściwie, nie wiedziałam nawet na czym to polega. A ona zapytała, bo mam masę, to dla mnie było oczywiste.

To mnie ta pani cudowna zaprowadziła do trenera, który wydawał się być gburzasty i trochę straszny... Ale taki nie jest. W 2013 roku, we wrześniu, byłam na pierwszych zawodach ligi korespondencyjnej w moim powiecie. Wówczas byłam na treningu 2 razy, technika leżała, a ja pchałam ledwo ponad 7m. Nauka techniki tego sportu była żmudna i po zawodach dałam sobie spokój. Trener i pani od wf zachęcili mnie tylko do tych zawodów, żeby mieć 6 z wfu ;)
Na wiosnę w 1 klasie technikum wfsta T. i pan trener chodzili po szkole, poszukując sportowców, których już poznali. Profesor T. niestety już nie pracuje, ale był super pogodnym facetem i zawsze będę go miło wspominać, a to trener chyba mnie zachęcił do dalszej pracy. Był to koniec kwietnia, także już częściej pokazywałam się na stadionie, przy rzutni.

Pod koniec pierwszej klasy, po okolo 2 miesiącach treningu oscylowałam w granicy pchnięcia długości 8m. Był postęp, ale nie było to stałe pchnięcie, bo na 10 pchnięć tylko 2 były około 8 metrów, reszta mniej. Strasznie demotywowało, bo ile razy trener nie powtarzał, żeby dalej skoczyć jedną nogą w pozycji z doślizgu, nie potrafiłam tego wykonać. Przeskok należy wykonać pozostając w pozycji "zgarbionego kotka" i skrętu tułowia, a ja niestety skacząc w stronę progu/miejsca wybicia, byłam już wyprostowana i nie było z czego wypchnąć kuli (nie rzucić, broń Boże!).

W drugiej klasie technikum było coraz lepiej. Po pierwszej klasie i zawodach zakwalifikowałyśmy się do ogólnopolskiego finału ligi lekkoatletycznej, gdzie miałyśmy wstępnie 13 miejsce, jednak po finale w Rzeszowie ostatecznie wylądowałyśmy na 9 miejscu. Niezły wynik, zważając na to, że wokoło prawie same szkoły sportowe, nie? :)
Treningi jesienne skończyły się po finale i po kolejnym rozpoczęciu ligi na sezon 2014/15.
Za to na wiosnę... na wiosnę dostałam już talerz 5kg i musiałam z nim robić ćwiczenia na sali gimnastycznej. Dostawałam rozpiskę, i musiałam wykonać. Treningi z 2 razy z 1 klasy zrobiło się 4-5 razy! w tygodniu. ;)  To było dużo.
Jednak technika była już dla mnie miodzio. Kula latała jak z armaty ;) a uwierzcie mi, to 4kg nie było lekkie. Trener nadal nie był zadowolony, choć słyszałam, że się mną chwalił, że osiągam sukcesy. Usłyszałam to od obcego faceta na stażu w redakcji. ;) To było miłe i czule połechtało moje ego <3

W 2 klasie już mocno przyłożyłam się do techniki. Nogą skakałam dalej. Coraz częściej zostawałam w pozycji "zgarbionego, skręconego kota" przez cały proces doślizgu. Coraz częściej słyszałam od trenera "no, ładne pchnięcie!".

Jednak to było wciąż za mało.

Odpoczynek

Przez 2 tygodnie nic nie robiłam. Tylko lekko ćwiczyłam w domu, ale to tez był juz kres moich ćwiczeń, bo strasznie nudziły mnie te ćwiczenia i potrzebowałam nowego sportu. :) Czekałam już tylko na ciepłą pogodę i rower :3

A potem już samo poszło...

Zawody, zawody, zawody. Zdobyłam trochę medali.  
W maju stanęłam na podium na każdych zawodach. Po raz pierwszy w życiu :)  Na jednych zawodach nawet zdarzyło się dwa razy :P

- XI Mityng Lekkoatletyczny Szkół Ponadgimnazjalnych powiatu garwolińskiego - 2 miejsce pchnięcie kulą, 3 miejsce rzut dyskiem (nie lubię :c ) KULA życiówka: 9,60m

- Mistrzostwa SZS w Lekkiej Atletyce PSZS Siedlce - 2 miejsce pchnięcie kulą :) to już są zawody regionalne:)- +/- 9,20m


- Lekkoatletyka dziewcząt, w ramach PISP PSZS w Garwolinie - i wreszcie, upragnione 1 miejsce, złoto!
Ale złoto nie dało takiej satysfakcji, ponieważ poziom zawodów był niski, a mój wynik 9,17m nie był zadowalający. Złoto jest? Jest.

Finał Ligi Lekkoatletycznej
Za rok szkolny 2013-2014 finalnie uzyskałyśmy 9 miejsce w kraju (mimo że przed finałem było to miejsce 13). W tym roku z podobną liczbą punktów już na wstępie, przed finałem, uplasowałyśmy się na mięjscu... 8! Teraz może być tylko lepiej, zwłaszcza że wokół tak małej/wielkiej szkoły jak moja, są szkoły mistrzostwa sportowego. Moja widać też jest, ale z nazwy to tylko im. Bohaterów Westerplatte, polecam ;) 

W tamtym roku byliśmy w Rzeszowie na finale (uch, wspaniale wspominam te 2 dni, bo wtedy po raz pierwszy spotkałam się z moim lubym po prawie 2 latach związku przez Internet). W tym roku trochę dalej, bo aż Słubice! 
Na pamiątkę trzymam w pokoju to: 
Kocham tą głupią kartkę :D
Oznacza dużą zmianę w moim życiu. 

2 komentarze :

  1. Pozstało mi tylko pogratulować :D Ja jakoś nie mam motywacji i stronię od sportu, chociaż naprawdę staram się to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jakoś nie umiem stroić od sportu bo to sport biega za mną :D Teraz mam chwilę oddechu od treningów z kulą, bo trener pojechał z tymi "ważniejszymi" na obóz i będę mieć jutro zastępstwo, następny juz z powrotem z kochanym trenerem w sobotę. We wrześniu kilka razy wystartuję w zawodach i wracam do Chodakowskiej, albo moich treningów. nie wiem, czy zrezygnuję z biegania. Na razie zostaje rower, bo biegać nie mogę... z powodu otarcia... :(

      Usuń

Skomentuj, nie odgryzę Ci palca :)