wtorek, 11 sierpnia 2015

Jak zacząć biegać? Ja dałam radę.

Najpierw może zacznę od tego, iż... mam astmę (uśpiona póki co!) i dużą nadwagę. No, ale radzę sobie jak mogę i walczę, jestem aktywna, dużo ćwiczę, co za tym idzie - całkiem sporo jem, żeby uzupełnić braki energii, a to niestety nie sprzyja odchudzaniu.
W gimnazjum miałam zwolnienia z biegów długodystansowych. Wypluwałam płuca po 200 metrach. Przebiec tyle to był dla mnie wyczyn. O ile pamiętam, moim największym osiągnięciem w tamtym czasie było przebiegnięcie 1,5 kółka wokół dużego, trawiastego boiska. Co łącznie miało około 600m.

Szkoła średnia 
Biegi na czas dalej nie były dla mnie. A dlaczego? Do tego jeszcze dojdziemy. W 1 klasie udało mi się wcisnąć kita, że mam zwolnienie. Niestety, w drugim semestrze zmienił się nauczyciel na faceta, już biegłam na wytrzymałość, bieg w kółko na hali sportowej. Facet super motywował, w dodatku były ze mną inne dziewczyny, które nieco pokazały mi, jak biec, żeby wytrwać. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam, jak biec, żeby nie wypluć płuc. Przecież Kraków nie od razu zbudowano, to ja od razu nie będę biec 12 km/h. Wtedy pierwszy raz dostałam za bieg 6! Biegłam przez 20 minut. Ale truchtałam, no i to był ostatni udany bieg... W drugiej klasie się wycwaniłam, bo jako kulomiotka już miałam wpływy i nauczyciel (kolejny facet, znowu inny) odpuścił mi bieg.

Niespełnione marzenie...
Bieganie to było moje marzenie, nie do spełnienia, bo przecież mam astmę. Ale ja zaczęłam sobie pchać kulą, musiałam też ćwiczyć wytrzymałość. Jako, że znudziły mi się ćwiczenia z chodakowską, także te ćwiczenia, które układałam sama, postanowiłam... nauczyć się biegać. Przeczytałam kilka poradników dla początkujących. 

Co najbardziej mi pomogło?
1. Motywacja! 
Bez tego ani rusz. Nie chodzi o jakiś cel typu: schudnę 20 kg przez 2 miesiące. Ja się chciałam nauczyć biegać. To było moje marzenie odkąd wymagali tego w szkole, żeby postawić ocenę na wf.
2. Cierpliwość!
Jak już pisałam wyżej, nie od razu Kraków zbudowano. Ale z drugiej strony, wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, więc jakbym się nie starała, to i tak dotrę do celu!
3. Drobne cele!
Zaczęłam od marszobiegów. Maszerowałam w strefie zamieszkałej (wieś!), potem w chwili nieobecności innych dusz, włączałam tryb biegania. Towarzyszył mi endomondo, więc wiem, że był to bieg prędkości około 7km/h. W dalszym ciągu nie wytrzymywałam dłużej, niż 200 metrów, bo bolały mnie łydki. Ciężko też było oddychać. Jednak co jakiś czas włączałam bieg i przeplatałam z marszem. Efekt? Lepsze samopoczucie, jednak łydki nadal bolały.
4. Wdech nosem, wydech ustami!
To zdecydowanie był strzał w dziesiątkę na uspokojenie nie tylko oszalałego serca i płuc, ale również nerwów :) Usprawniało krążenie krwi i sprawiało, że nie męczyłam się tak szybko.
5. Konkretny cel.
Powróciłam jednak na wieś i odmierzyłam odcinek 80m. Taki odcinek biegłam w jedną stronę, w drugą wracałam marszem. I tak około 1,5km. To wciąż było za mało! Jednak zwalniałam bieg i zauważyłam, że biegnąc tempem takim samym, jak marsz (5,40km/h), mam podwyższone tętno, ale mogę rozmawiać. Więc to była idealna prędkość. Jednak nadal bolały mnie łydki, cholera!!!!!! :P
6. Żeby łydki nie bolały...

Musiałam po prostu biec dłuższy dystans. Poszłam więc w drugi koniec wsi, który ma dłuższą drogę "bez duszy". Przebiegłam na raz 200m. Łydki dalej bolały, ale zawzięłam się. Przebiegłam w drugą stronę, było 400m. Nagle zrobiło się 800m. No i wkroczyła motywacja i monolog z samą sobą: "Będziesz frajer jak nie dobiegniesz do kilometra!"
Wiecie co? Dobiegłam :) 

Ale łydki przestały boleć. Więc rozwiązałam zagadkę bolących łydek. Najpierw bolały z tyłu, potem po bokach od zewnątrz, potem przód, i nagle ból tak po prostu ZNIKAŁ. Dlatego moim pierwszym długim dystansem nie był 1 kilometr, ale DWA! Tak jest, przebiegłam dwa, calutkie dwa kilometry! :) Tempem żółwia, ale przebiegłam, i nikt mi nie powie, że nie.

Moja duma po przekroczeniu progu domu i rozciągnięciu się - bezcenna! Ta radość! 
Na dzieñ dzisiejszy przebieglam juz bez odpoczynku 3km :)
I wieczorem przy zasypianiu naszła mnie myśl:
"Chyba spełniłam swoje marzenie" :)

2 komentarze :

  1. Super, że wzięłaś się za siebie i postanowiłaś coś zmienić w swoim życiu, gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowilam wziac się za siebie dawno temu :) a ćwiczę od dokladnie 14 wrzesnia 2013, teraz udalo mi się z bieganiem... :)

      Usuń

Skomentuj, nie odgryzę Ci palca :)