poniedziałek, 10 sierpnia 2015

TRESemme Keratin Smooth, recenzja maski

Dostałam ją w prezencie na Boże Narodzenie.
Niestety, użyłam ją 2 razy i odstawiłam, bo brak czasu i jeszcze wtedy nie przejmowałam się włosami.
Ale kiedy chciałam się zająć, to wróciłam właśnie do tej maski, a dlaczego? O tym niżej :)

Zalecenia
Producent radzi, by nakładać ją na 3-5 minut. Jak to maski, ja nakładałam na 50-60 minut. Należało używać jej raz w tygodniu lub częściej, jeśli potrzeba.
Maska miała być ratunkiem dla moich włosów. No to użyłam 2 razy i koniec, myślałam, że będzie super. Troszkę było. Włosy po wysuszeniu włosów po użyciu maski wyglądały bosko. Lały się niczym jedwab i pachniały. Akurat uwielbiam taki zapach, lekko chemiczny, aczkolwiek delikatny.


Objętość maski to 300ml, jest/była bardzo wydajna i na pewno używałabym, gdyby nie...

W miarę chęci nakładania maski, zauważałam, że maska znajdując się w łazience, ciągle zmniejszała swoją objętość. Po włączeniu swojego detektywistycznego daru, pełna rozczarowania odkryłam, że maska WYPAROWAŁA. Tak więc użyłam może łącznie 4 razy jak była pełna i wzięłam się ponownie za nią w czerwcu, kiedy powoli ukazywało się dno. Wiadomo, w łazience po gorącym prysznicu unosi się para, w jakiś sposób zadziałało to na tę magiczną maskę. 


 Wygląd maski
Konsystencja maski bardzo mi się podoba. Wystarczyło (tak na oko! :P) płaska łyżeczka maski na całe długie włosy. Po wykończeniu maski włosy obcięłam (o tym jak i dlaczego, napiszę w innym poście). Opakowanie jest wygodne, z łatwością można je zakręcić nawet rękami umazanymi w masce :)
Tutaj jeszcze kilka słów od producenta:

Dostępność
Maska dotarła do mnie z Irlandii od koleżanki. W Polsce nie spotkałam jej w drogeriach, ale jeśli ktoś ją zobaczył gdzieś przypadkiem, to fajnie by było wiedzieć. Widziałam na allegro podobne tej firmy. 



I najważniejsze, EFEKTY! 

Pielęgnacja włosów ograniczała się kiedyś do umycia ich szamponem, wytarzania ich w ręczniku i nałożenia maski. Opłukania ich po 40-60 minutach. Wytarzania znów w ręczniku i wysuszeniu w gorącym powietrzu suszarki. Mimo tego traktowania, moje włosy tuż po suszeniu układały się pięknie, wyglądały jak po wyjściu z salonu fryzjerskiego (zawsze takie chciałam mieć! pff, kto by nie chciał). Były gładkie, odpowiednio dociążone i nie puszyły się. W dodatku rozczesywałam je bez żadnego problemu. Co więcej, moje pseudo fale na włosach ulegały wyprostowaniu. Efekt trzymał się przez następny dzień, aż do następnego mycia. Mam wrażenie, że ta oto maska pomogła moim włosom w najgorszym momencie ich istnienia (z chęcią to kiedyś opiszę!). 
Teraz zaczynam kolejną maskę tej firmy. Mam nadzieję, że spisze się jeszcze lepiej od tej, bo teraz będę stosować ją dłużej i pilnować, żeby nie wyparowała! :)

2 komentarze :

  1. Bardzo dużo dobrego czytałam na temat tych masek więc muszę koniecznie zakupić! :-)

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj, nie odgryzę Ci palca :)