sobota, 5 września 2015

Promyk nadziei na zdaną maturę...

A więc krótko i treściwie o tym, jak... 1 września ujrzałam nadzieję na dobrze zdaną maturę z matematyki i próbuję ją złapać. 




Przez 2 lata męczyłam się ze starszą panią, która od 3 lat zapowiadała swoje odejście na emeryturę. Wystarczyło siedzieć cicho i już się zdawało. U niej miałam 3 (dlatego, że uczyłam się z filmów na yt). Ale na lekcjach mało kiedy cokolwiek rozumiałam, bo wszystko tłumaczyła trudniejszym sposobem (dla mnie i dla całej klasy), zawsze wplatała mało znaczące dygresje i zwyczajnie umiała uczyć jedną osobę, a nie aż 28. 


W klasie drugiej na koniec 5 osób miało poprawkę z matematyki, bo totalnie nic nie umieli i większość z tej 5 rzadko bywała na lekcjach. Kilku nawet życzyłam, żeby nie zdali, bo strasznie mi zaszli za skórę. Ale z nią trudno było nie zdać, więc komisa zdała cała piątka, więc w 3 klasie jest nas cały komplet. 
Nauczycielka zapowiadała, że odejdzie na emeryturę. Ale się okazało, że znacznie skrócili jej etat w szkole i uczy już tylko 3 dni w tygodniu, głównie klasy maturalne. 

Nam natomiast dostała się nauczycielka w zastępstwie za nią, młoda, widać że energiczna i zadowolona z życia, wiecznie uśmiechnięta... Na lekcji organizacyjnej rozwiązywaliśmy równanie i nierówność kwadratową, udało nam się to w... około 7-8 minut, gdzie w poprzednim roku zajmowało ponad pół lekcji. Już po tym moja nadzieja na dobry procent z matmy była coraz bliżej. Mogłam się w niej niemal pławić. 

 Wczoraj miałam 2 matematyki pod rząd i nigdy w technikum nie były one tak przyjemne. Rozwiązaliśmy aż 7 zadań + przykłady do teorii, gdzie w zeszłym roku na jedną lekcję przypadało 1-2 zadania. Wszyscy w klasie były w szoku.. Bo dużo zrozumieli, jak nigdy. 

Wielomiany okazały się bardzo proste póki co i z przyjemnością dziś lub jutro zajrzę do zeszytu od matematyki, gdzie wszystko jest pięknie wyjaśnione i rozwiązane. Wreszcie matematyka zaczęła rozwiązywać swoje problemy sama :D

___________________________________-

5 komentarzy :

  1. hehehe :) Tak dawno pisałam maturę, że wydaje mi się, że minęły od tego czasu lata świetlne :D za moich czasów ( 8 lat temu) straszyli nas, że wprowadzą matmę ale na szczęście do tego nie doszło. Żeby Cię pocieszyć powiem Ci, że zdawałam rozszerzoną Fizykę, chemię i biologię więc różowo wcale nie było ;) Potem z perspektywy czasu sama zobaczysz, że matura będzie czymś co wspomina się z sentymentem :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam czasy podstawówki, w której już mnie straszyli maturą :(
      Zdawałaś rozszerzenia z większości przedmiotów, których nie lubię. Ja wszystkie te miałam tylko jeden rok w technikum. Oczywiście mogę je zdawać, ale nie chcę. Chemii nienawidzę z tego wszystkiego najbardziej. :D
      Ja się prawie wcale nie stresuję, podchodzę na luzie. Angielski umiem (mysle ze zdam podstawę na blisko 90% na luzie), polski też jakoś zdam (przy dobrych wiatrach, o ile napiszę wypracowanie na temat, a nie jak zwykle coś innego, jak na egzaminie gimnazjalnym.. jedynemu mojemu rocznikowi trafiła się charakterystyka). Jeszcze jej nie napisałam, a już ją wspominam XD

      Usuń
  2. Mam podobnie :) Przez całe liceum miałam nauczycielkę, która nie potrafiła wytłumaczyć prostego tematu, wszyscy mieli z nią zaległości i bez korków nie dawało się rady.. teraz zmieniła mi się nauczycielka i już po pierwszej lekcji wiem że będzie lepiej! Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Całe liceum miałaś złą? To teraz na studiach? :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat zdałam bez spiny i zdałabym ze 3 razy :D Bo byłam 2 w klasie z matmy jeśli chodzi o najwyższy wynik :) Tobie też na pewno się uda :)

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj, nie odgryzę Ci palca :)