piątek, 18 września 2015

Wrażenia po finale krajowym LA - Słubice oraz pech z płynem micelarnym BeBeauty

Ostatni wpis z serii lifestyle był o pakowaniu się na Finał Krajowy Ligi Lekkoatletycznej. 

Postaram się opisać w miarę chronologicznie. Od poniedziałku było bardzo nerwowo, pokłociłam się z chłopakiem i trwało to do czwartku i to niezbyt pomogło w skupieniu się przy zawodach. 

Wyjazd był o 8, więc przed wyjazdem kupiłam prowiant na drogę, zabrałam bułeczki maślane które zjadłam dopiero w czwartek. Wzięłam niepotrzebnie kurtkę, bo na te dwa dni trafiła się najcieplejsza pogoda w całym miesiącu zapewne. :D No więc zbędny bagaż, bo już w drodze do Słubic autostradą A2, przekonaliśmy się jak gorąco było na zewnątrz, ponieważ w okolicach Łodzi zdarzył się wypadek, staliśmy 2h w jednym miejscu. Oczywiście ekipa z autobusu, 6 chłopaków poszło w stronę wypadku i nie wrocili, wsiedli dopiero jak podjechaliśmy po odblokowaniu przejazdu. Także droga do Słubic trwała od około 8:20 do 19 z minutami. Wliczam w to też obowiązkowy postój na obiad około godzinny i własnie ten korek. Łącznie bite 11h. W dodatku autobus jechał jakby się miał zaraz rozkraczyć, strasznie się bałam, że spędzimy tam noc.
Jednak dojechaliśmy i okazało się, że nocujemy w hotelu sportowym a dokładnie w SOSIR. Słubicki Ośrodek Sportu i Rekreacji. Następne szczęście jest takie, że stadion był oczywiście tuż obok, a był to zabytkowy stadion z pięknymi arkadami, których widok zapiera dech w piersiach:
(zdj. wikipedia.pl)
Swoich zdjęc niestety nie robiłam i mam tylko z zawodów z dnia następnego. 

Na 5 osób mieliśmy jedną łazienkę, także całkiem niezle, warunki też całkiem ok. Było calkiem śmiesznie, oczywiście nie obyło się bez zabaw % dla dorosłych :D
Jedzenie było przepyszne :D

Drugiego dnia odbyły się zawody. Wszystko było prawie w porządku, tylko śniadanie trochę za duże (smaczne!!!!). Wzięły mnie nerwy z powodu chamskich tekstów mojego chłopaka, no i nadszedł okres, brzuch bolał, plecy bolały, najsilniejsze tabletki nie pomagały. Czułam się bardzo słaba. 
Pomijając te złe rzeczy, to bardzo podobała mi się lokalizacja stadionu i to, że można było bez problemu wrócić się do pokoju, nie trzeba było tam dojeżdżać autobusem. 
Pierwsze pchnięcie było 8,40. Drugie 8.20m Trzecie 8.53 i czwarte 8.70 (podobno, bo już byłam wkurzona). Może nie tyle co wkurzona, ale zła na siebie. Powinno być dobrze, bo odpoczywałam od treningów siłowych i tylko biegałam 4 dni przed startem. Ale było słabo, oczekiwałam wyniku ponad 9 metrów. Po każdym pchnięciu leciały mi łzy z bezradności i ciężko było je opanować jak przychodził trener i kazał mi się uspokoić. 
Ciężko było, ale i tak znalazłam się na 5. miejscu w ogólnej klasyfikacji.
Tak to wyglądało:
Nie wiem co się stało z moja prawą ręką XD
Tu już samo pchnięcie, które ukazuje jego beznadziejność. Góra od razu wstała, wszystko lata, cholera... :(

Jako że moja konkurencja już o 11.30 się skonczyla, to poszłam się umyć i ogarnąć, o 12 poszłam na przepyszną pomidorową (taką, jaką gotuje moja mama, pysznaaa ;3 ) i kotleta z piersi z kurczaka, młodymi ziemniaczkami i surówką. Pyszne, najadłam się no i moglysmy ogarniać swoje torby, pakowanie, makijaze no i oczywiscie prowiant niegrzecznych nastolatków. 
Potem jeszcze ogarnięte wróciłyśmy na rozdanie dyplomów. I tak z miejsca 8 spadłyśmy na 9, czyli takie samo, jakie miałyśmy w tamtym roku..
Trener mianowal mnie szybko na kapitana drużyny i odbierałam dyplom:

Starsi panowie to trenerzy. Dziewczyny są z mojej szkoły, a chłopcy z ZSP 2 z tego samego miasta, ale trzymaliśmy się razem, razem jechaliśmy i dzięki temu podróż przebiegła w miłej atmosferze.

Podsumowując, z wyjazdu jestem zadowolona, wszystko oprócz niewygodnego autobusu. Było bardzo zabawnie, zacieśniłyśmy więzy z dziewczynami i poznałyśmy się bardziej. W przyszłym roku na wyjazd będzie jechać ze mną siostra, więc będzie niestety więcej pakowania. 
Ale damy radę, kto jak nie my :D

Jeszcze wspomnę o pechu, który mi się przytrafił, a właściwie to nawet kilka sytuacji. 
1. Przy rozgrzewce podciągałam leginsy i porwały mi się na wewn. stronie uda. Pobiegłam do pokoju i zmieniłam na te, w których jechałam poprzedniego dnia, no trudno, wytrwałam to jakieś 40 min konkursu. 
2. Strasznie małe wyniki w konkursie. Mój najwyższy był tylko 8,70, gdzie na treningach lata ponad 9m. Byłam załamana.
3. Jak nigdy zdenerwowałam się strasznie, nerwy mnie zjadły, a to wszystko przez kłótnię z chłopakiem.
4. Przy pakowaniu wylał mi się płyn micelarny z biedry BeBeauty. Sam sie otworzył... -.- Był cały, zostało 2/7 opakowania. Zmoczyłam hotelową pościel tym płynem i połowę zapakowanej torby. 
 :o
5. Kłótnia z chłopakiem trwała znowu od piątku do soboty, dla ciekawskich.


__________________________
Wygrywamy kosmetyki za free tutaj: KLIK. Zapraszam.

2 komentarze :

  1. Ja tam z moim Mateuszem kłócę się cały czas :D Jak stare małżeństwo xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez dośc często, ale zwykle się szybko godzimy. To była najdłuzsza kłótnia w ciągu 2 lat i 8 miesięcy razem. :)

      Usuń

Skomentuj, nie odgryzę Ci palca :)