sobota, 3 października 2015

Sportowe podsumowanie września #1 + smutne wydarzenie w szkole

Rozpoczynam kolejną serię na moim blogu - a mianowicie podsumowania każdego miesiąca treningowego. 

Wrzesień
Miesiąc krótszy od sierpnia od jeden dzień, imieniny obchodzi wiele osób, którym życzę spóźnione "najlepszego". Ja zdobyłam dla siebie również wszystko, co najlepsze, a mianowicie! To już drugi miesiąc, w którym biegam!
Muszę Wam powiedzieć, że z bieganiem miałam okropny problem i wręcz tego nienawidziłam. Wrzesień to miesiąc rozpoczęcia nowego sezonu ligi korespondencyjnej (zawody pierwsze już za mną) no i sprawdzianów w na lekcjach wf, co warto zaznaczyć, że były o wiele lepsze.

Poczyniłam duże postępy i jestem z siebie zadowolona. 
Miesiąc w Endomondo wyglądał tak:
Jak widać, mogę się pochwalić tym, że 86% dni miało w sobie aktywność fizyczną. Oczywiście pozostałe też nie zostały bez niczego, trwał szybki marsz do/ze szkoły np. :) Na pewno jeden dzień, który tu mam nieopisany to zawody w Słubicach, gdzie przebiegłam około 1km na samą rozgrzewkę. 

Niestety nie zrobiłam screena rozkładu aktywności fizycznej km / czas, bo notkę zaczęłam pisać w październiku i mi wrzesień uciekł. Ale rozkładało się to tak:
- chodzenie 10 km
- rower 24km
- bieganie 71km

Przez cały miesiąc było dość chłodno, a ja rowerem lubię jeździć jak jest cieplo. Z chodzenia przestawiłam się na bieganie, co zresztą widać. Poza tym, w sierpniu biegałam po asfalcie i w końcu przekonałam się do biegania w lesie, choć samej to strach, a przyjaciółka (Domi pozdrawiam :* ) wyjechała na studia i już muszę sama, co bardzo mnie smuci :( 

Po Słubicach przyszedł czas na rozpoczęcie sezonu. Jesienny występ w 1 etapie ligi korespondencyjnej uważam za udany. Zawody były 29 września, a ja odpoczywałam od soboty, w którą to sobotę pchałam bardzo długo i bardzo ciężko było mi wejść w odpowiednią taktykę. 

I tak, na zawodach pojawiło się pierwsze pchnięcie próbne. Spadło mi z palców, w ogóle nieudane. Pierwsze konkursowe - już coś fajnie, nogi szybko poszły, góra niestety do góry, no i ledwo pchnęłam 8,51. Przyszedł trener, poparzył następne, już chyba było bliżej 9, ale nie pamiętam, bo byłam wkurzona, że nie 9. Trener dał wskazówki i jakoś od razu zadziałałam lepie. Pozostałe dwa pchnięcia były bardzo fajne, a nawet rzekłabym, że rekordowo dobre - 9,27 i 9,39 :) dawno nie było tak dobrze. Ale zauważcie, że z 4 pchnięć są 3 wyniki, nie wiem gdzie mi umknął jeszcze jeden :D


Następnie przeżyłam kilka sprawdzianów z wf:
- skok w dal - 2,60. też jakiś rekord, zawsze miałam 2,30 :) i tak dostałam 2, ale nie przejmuję się tym, bo na koniec roku i tak będę mieć 6. 
- bieg na 60 - 11,93s - niezle, chyba mój najlepszy czas na szybkośc :D
- bieg na 800m - pierwszy raz przebiegłam w całości, bez zatrzymania, w 6min i 5sekund. 


Jestem zadowolona, bo czynię postępy. :)A z kulą żegnam się na kilka miesięcy, odpoczywam. Jak się zrobi zimno i nie będę mogła biegać swobodnie, to wracam do ćwiczeń w domu, które wcześniej już zdążyły mi się znudzić. Macie jakieś pomysły na ciekawe ćwiczenia? Ćwiczyłam ponad 2 lata w domu i nie mogę się teraz zebrać.

&&&

A co tam w szkole?A no pokłóciłam się w środę z moim Towarzyszem Życia. Nie miałam dobrego humoru, w dodatku jedna pani profesor zaszła mi za skórę, wylewając pomyje na moją pracę na zaliczenie (sama uczyła ją tak robić, w dodatku zdałam już z tego egzamin państwowy na 95%), więc byłam podwójnie wściekła. W czwartek, na innym przedmiocie z tą panią profesor robiliśmy prezentację (ku niedoinformowanym, mam z tego następny egzamin, a to nie są tylko slajdy), powiedziała, że oceniała prace i moja jej się nie podobała, więc rzuciłam "ciekawe czemu zdałam już egzamin". Trochę ruszyło to ją, ale pewnie niewiele, widziała ze mnie wkurzyła to postanowiła drążyć temat. 
Nie miałam humoru, więc na zadane normalne pytania po prostu odburkiwałam, zapytała o co mi chodzi, to jej powiedziałam, że mam złe dni. 

Wtedy ona po raz kolejny pokazała... Rzekła: "Ty masz złe dni? pomyśl że mojej koleżanki dziecko ma raka...". Tak mnie to uderzyło, że przerwałam jej w pół zdania i  odpowiedziałam "kiepski argument, bo moja mama ma raka". 
Już nic nie powiedziała do mnie na tej lekcji, płakać mi się chciało, bo jak tak to wymaga się od wszystkich przemyślenia 2 razy co się powie, a sami mówią co im ślina na język przyniesie, myśląc, że tylko w ich środowisku dzieją się przykre rzeczy. Potem oczywiście w domu wyłam jak głupia przez pół dnia, na drugi dzień wypadło mi nawet więcej włosów... Już obawiam się o nawrót mojego łysienia, a dopiero co odrastają mi nowe.
Nauczycielkę uratowało tylko to, że kazała mi zostać po lekcji i przeprosiła. To, że nie wiedziała, nie oznacza, że może szastać takimi informacjami na prawo i lewo i sprawiać, że innym jest przykro. To info dla wszystkich, którzy nie hamują się przed mówieniem wszystkiego.


4 komentarze :

  1. Też często miałam zatargi z nauczycielami. Zawsze byłam ambitna i dobrze się uczyłam, a wywyższane były tylko przydupasy ;__; Nierzadko byłam w szkole przezywana, czasem zdarzyło się i znęcanie psychiczne (niestety koledzy z gimnazjum i ich łupie wybryki). Oczywiście większość nauczycieli nie mogła nic z tym zrobić... Tak naprawdę tylko w gimnazjum miałam wsparcie w wychowawcy, reszta to było jakieś nieporozumienie ;-/ Współczuję i mam nadzieję, że podobna sytuacja już się nie powtórzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama mam stypendium, w tamtym roku starosty, w tym roku będę mieć premiera. Jestem wywyższana ale ta babka chce mi podciąć skrzydła za to, że w tamtym roku udowodniłam, że jakiś tam program jest niepotrzebny nam na zajęciach przez 4 miesiace, bo nie możemy go uzywać na egzaminie. Potem pokazała kartkę, że możemy go używać w 4 klasie na egzaminie XD a to była 2 klasa, więc różnica jest i miałam rację, teraz się odkrywa.
      Ja byłam gruba i jakos pamietam ze przezywal mnie jeden chlopak konkretnie, ale to tylko jak go wkurzylam, i to tez po prostu delikatnie cos mowil i wytykał, a drugi to tak o, zaleznie od humoru, powiedział, że jestem gruba (ocho ale mi dopiekl), a potem po skonczeniu gimnazjum obaj mówią mi normalnie "cześć" na ulicy. Najbardziej chyba dopiekają mi teraz w technikum, fakt, przytyło mi się wiecej, ale dopiekają nie ci starsi, ale te Pier*olone gimbusy :(

      Też mam nadzieje, ze podobna sytuacja się nie powtórzy, ponieważ... pani stała sie duzo milsza? Szkoda, ze musialam jej powiedziec tak przykrą rzecz zeby zrozumiala.

      Usuń
  2. Też miałam różne sytuacje z nauczycielami. Ogólnie byłam raczej z tych cichszych i zawsze jak coś wiesz powiedziałam takiego jak ktoś mi coś dogadał czy coś, że się sprzeciwiłam np. to wielkie poruszenie... Chyba wiesz o co chodzi mi :)
    Przykra sytuacja u Cb mam nadzieje że się już nie powtórzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) Ja również mam nadzieję, że nic podobnego się nie zdarzy. Pozdrawiam :)

      Usuń

Skomentuj, nie odgryzę Ci palca :)